Czas nas uczy pogody

„Czas nas uczy pogody
„Czas nas uczy pogody” to piosenka często powracająca przy różnego rodzaju programach i festiwalach, znajdująca się w repertuarze wielu wykonawców. Dlaczego wszyscy tak chętnie sięgają po ten utwór? Pewnie dlatego, że to piękny song, ale czy to wystarczające uzasadnienie? Obawiam się, że w większości przypadków to jedyny powód, dla którgo wciąż  śpiewa się tę piosenkę. Jednak jeśli nie ma się własnego pomysłu jak opowiedzieć słuchaczom o czymś ważnym, to efekt musi być mizerny. Ale o tym za chwilę.
Pierwszą i ciągle niedoścignioną wykonawczynią tej piosenki jest Grażyna Łobaszewska, artystka, która nigdy nie szła na skróty. Może właśnie dlatego od pewnego czasu jest nieco zapomniana, jednak jej repertuar ciągle stanowi przynętę dla wielu, zwłaszcza początkujących wokalistów i niestety najczęściej kończy się to porażką. Te z pozoru wdzięczne utwory są naszpikowane trudnościami wykonawczymi i tylko dzięki wielkiej klasie Łobaszewskiej tych przeszkód na pierwszy rzut oka (a raczej ucha) nie widać.

„Czas nas uczy pogody” to piękna, mądra ballada. Z pozoru lekki, łatwy i przyjemny utwór. Nazwiska twórców (Jacek Cygan i Krzesimir Dębski) gwarantują jednak, że ta piosenka nie może być ani lekka, ani łatwa. I właściwie każdy wykonawca, który śpiewał ją po Grażynie Łobaszewskiej, udowadnia to.
Zacznijmy od tekstu, bo ten, jak się zaraz okaże,  jest głównym powodem większości nieporozumień.
(1) Widziałam wiatr o siwych włosach, 
(2) roznosił spokój wśród pól, 
(3) w ciepłe babie lato kości grzał, 
(4) a innym razem lasy kosił, 
(5) spadał ostrzem z gór, 
(6) młody był, Bogiem był i gnał wolny tak. 
(7) Wiele dni, wiele lat, czas nas uczy pogody, 
(8) zaplącze drogi, pomyli prawdy, 
(9) nim zboże oddzieli od trawy. 
(10) Bronisz się, siejesz wiatr, myślisz jestem tak młody, 
(11) czas nas uczy pogody, 
(12) tak od lat, tak od lat. 
(13) Ilu ludzi czas wyleczył z ran, 
(14) zamienił w spokój burze krwi, 
(15) pewnie kiedyś tam, pod jesień tak, 
(16) też czoło wypogodzi i wygładzi brwi. 
(17) Widziałam dni w muzeach sennych, 
(18) o wnętrzach zimnych jak mrok, 
(19) starsi ludzie w rogach wielkich sal, 
(20) księgi pięknych myśli pełne, 
(21) pokrył gruby kurz, 
(22) herbaty smak, kapci miękkich szum, spokój serc.
Na kilku przykładach przyjrzyjmy się, co kolejni wykonawcy wnieśli do swoich wykonań.
Wersja, którą zaproponowała Kayah, jest bardzo odważna interpretacyjnie. Podoba mi się zabieg zmian rytmicznych w dwóch pierwszych taktach refrenu (rezygnacja z rytmu punktowanego), co dodało wyrazistości i trochę innego znaczenia śpiewanego tekstu. Niby prawie tak samo jak oryginał, a jednak inaczej, ciekawiej. Wszak Kayach to dojrzała, bardzo świadoma artystka.

Jednak tak doskonała wokalistka nie ustrzegła się „wpadek”  tekstowych. Słyszymy tutaj: „rozwiewał spokój” (wers 2), „ może kiedyś tam” wers 15), „czoło uspokoi” (wers 16), „księgi płonnych myśli pełne” (wers 20), „herbaty łyk” (wers 22). Słyszymy też  zaskakujący zabieg artykulacyjny: w wersie 12 wokalistka zastosowała ewidentne staccato, więc słyszymy: nim zboże-oddzieli-od trawy, co z punktu widzenia tekstu nie ma uzasadnienia. Być może przyczyną tych niezrozumiałych dla mnie zmian jest fakt, że nagranie, o którym mówimy jest wykonaniem koncertowym, a w takim przypadku, jak wiadomo, wszystko się może zdarzyć.

Propozycja  Anny Jurksztowicz to postawienie na inną rytmikę utworu, co podkreślone jest aranżacją. To ciekawe, bo sam kompozytor zrobił tutaj cover własnej  kompozycji – na taki luksus mogą sobie pozwolić artyści, którzy moją określoną wizję tego, co chcą osiągnąć.  Ale słyszymy tutaj zmiany w tekście: „wciąż gnał” (wers 6), „czoła wypogodzi” (wers 16). Te zmiany może nie są tak rażące, tylko po co?

Wersja Stanisława Sojki jest chyba najbardziej autentyczna, pewnie głównie dlatego, że artysta sam akompaniuje na fortepianie, rezygnując przy tym z innych instrumentów.  Tutaj słyszymy jeszcze swobodniejsze potraktowanie rytmu refrenu niż w przypadku Kayah i takie właśnie podejście świadczy o wielkim indywidualizmie Sojki. A może to wykonanie jest też inne dlatego, że najczęściej „Czas nas uczy pogody” jest wykonywany przez panie.
Tutaj jednak także znalazło się kilka niezgodności tekstowych: „w miękkie babie lato” (wers 3), „iluż ludzi” (wers 13), „może kiedyś tam” (wers 15), „czoła wypogodzi” (wers 16).
Hania Stach proponuje zupełnie inną, raczej wesołą wersję. Pierwsze wrażenie po wysłuchaniu jej propozycji jest zaskakujące, pewnie głównie dlatego, że przyzwyczailiśmy się do nieco patetycznych interpretacji tej piosenki.  Tutaj jest radośnie i optymistycznie. Widocznie w ten sposób Hania Stach podchodzi do kwestii,  o których napisał Jacek Cygan.  To również przykład na to, że młodzi ludzie mają prawo mieć zupełnie inną wrażliwość i nie boją się wyrażać jej po swojemu.

Prezentowane tutaj nagrania to przykład rzetelnego podejścia do jednej z ładniejszych polskich piosenek, dlatego szkoda, że w ich prawidłowym odbiorze przeszkadzają drobne wpadki, co akurat w przypadku tak uznanych artystów jest lekko rażące.
We wszystkich wcześniejszych artykułach dotyczących wybranych piosenek celowo pomijałem wykonania z  wielu telewizyjnych konkursów wokalnych (Idol, X Factor), bo wiadomo, że w tych programach nie ma miejsca na wybitne kreacje, jako że  wymogi programu najczęściej temu nie sprzyjają. Tym razem muszę zrobić wyjątek, prezentując laureata polskiej edycji Programu X Factor – Michała Szpaka. Zapewne można przymknąć oko na zwrot „zaplącze ścieżki” zamiast „zaplącze drogi”, ale gorszy jest tu inny zabieg „zabawy” z tekstem. Otóż w bardzo ważnym momencie piosenki, jakim jest fragment od 13 do 16 wersu, słyszymy: 
„Ilu ludzi czas wyleczył z ran, 
zamienił w spokój burze krwi, 
wolny tak”

Muszę przyznać, że ten skrót tekstu powalił mnie kompletnie i nie znajduję żadnego uzasadnienia na taki zabieg, również dlatego, że w ten sposób piosenka została pozbawiona także muzycznego punktu kulminacyjnego. To, że program telewizyjny limituje długość poszczególnych wykonań, w żadnym stopniu nie upoważnia do takich posunięć. Największe pretensje mam tutaj do opiekuna Michała, czyli Kuby Wojewódzkiego, bo ten jako jego mentor i osoba, która namówiła  wokalistę do zaśpiewania tej piosenki,  powinien zwracać uwagę na to, co jest najważniejsze w śpiewaniu coverów. 
A najważniejsza jest wierność autorom, bo tu chodzi o interpretowanie i nowe opracowywanie tego samego utworu, a nie poprawianie go.  Stąd mój apel: panie i panowie zamierzający śpiewać covery,  nie obrażajcie autorów swoimi odbiegającymi od oryginału wykonaniami, bo to trochę nietaktowne. Jeśli macie pomysły na inną melodię lub tekst, to napiszcie od początku do końca swój utwór. Tylko w taki sposób pokażecie swoją klasę.
Wojciech Wądołowski
wrzesień, 2011 r.