Fever

„Fever”

Tę piosenkę zna niemalże każdy. Znamy ją z wielu wykonań, ale czy na pewno wiemy o niej to, co powinniśmy? Niewątpliwie największym zaskoczeniem może być droga, jaką utwór  przebył, stając się światowym hitem. Piosenka autorstwa Eddie Cooleya i Otisa Blackwella pierwszy raz została wykonana 60 lat temu, a jej wykonawcą był wokalista R&B Little Willie John.

Piosenka bardzo dobrze została przyjęta przez krytykę i pojawiała się na listach przebojów. Równie szybko jednak podzieliła los większości utworów – w jej miejsce weszły nowe przeboje, a „Fever” przeszła do historii. Swoje ponowne życie zawdzięcza Peggy Lee, która odczytała piosenkę na nowo. Ta wersja odniosła dużo większy sukces, zaliczając między innymi 3 nominacji do nagrody Grammy.

Właśnie ta wersja jest dziś dla większości wykonawców wzorcem piosenki. Przyjrzyjmy się więc elementom, które w wykonaniu Peggy Lee wpłynęły na światową popularność utworu. Pierwszą zmianą, dokonaną przez wokalistkę, był tekst, znacznie zmieniony i poszerzony o nowe fragmenty.

Never know how much I love you
Never know how much I care
When you put your arms around me
I get a fever that’s so hard to bear
You give me fever when you kiss me
Fever when you hold me tight
Fever in the mornin’
A fever all through the night

Sun lights up the day time
Moon lights up the night
I light up when you call my name
And you know I’m gonna treat you right
You give me fever when you kiss me
Fever when you hold me tight
Fever in the mornin’
A fever all through the night

Everybody’s got the fever
That is somethin’ you all know
Fever isn’t such a new thing
Fever started long time ago

Romeo loved Juliet
Juliet she felt the same
When he put his arms around her
He said, „Julie baby you’re my flame”
Thou giveth fever, when we kisseth
Fever with thy flaming youth
Fever I’m on fire
Fever yea I burn forsooth

Captain Smith and Pocahontas
Had a very mad affair
When her daddy tried to kill him
She said „daddy oh don’t you dare”
„He givess me fever with his kisses”
„Fever when he holds me tight”
„Fever, I’m his misses”
„Daddy won’t you treat him right?”

Now you’ve listened to my story
Here’s the point that I have made
Chicks were born to give you fever
Be it Fahrenheit or centigrade
They give you fever when you kiss them
Fever if you live and learn
Fever till you sizzle
What a lovely way to burn

Dla porównania wypada poznać wersję oryginalną. Każdy artysta zamierzający zaśpiewać „Fever” powinien zacząć od analizy tekstu i podjęcia decyzji, która wersja tekstowa jest mu bliższa. Wiemy jednak, że w większości przypadków tak się nie dzieje. Można nawet spekulować, że wielu artystów opiera się na wersji Lee zakładając, że to oryginał.

ou never know how much I love ya
Never know how much I care
When you put your arms around me
I get a feelin’ that’s so hard to bear
You give me fever

When you kiss me
Fever when you hold me tight
Fever (fever, burn through) in the mornin’
An’ fever all through the night

Listen to me, baby
Hear ev’ry word I say
No one could love you the way I do
‚Cause they don’t know how to love you my way
You give me fever

When you kiss me
Fever when you hold me tight
Fever (fever, burn through) in the mornin’
An’ fever all through the night

Bless my soul, I love you
Take this heart away
Take these arms I’ll never use
An’ just believe in what my lips have to say
You give me fever

When you kiss me
Fever when you hold me tight
Fever (fever, burn through) in the mornin’
Fever all through the night

Sun lights up the daytime
Moon lights up the night
My eyes light up when you call my name
‚Cause I know you’re gonna treat me right
You give me fever

When you kiss me
Fever when you hold me tight
Fever (fever, burn through) in the mornin’
An’ fever all through the night

Druga zasługa Peggy Lee to koncepcja aranżacyjna: rozpoczęcie piosenki słynnym wstępem kontrabasu i pstrykaniem palcami. Ten akompaniament towarzyszy piosence do końca,  stanowi szkielet, do którego stopniowo dochodzą kolejne instrumenty. I właśnie ten pomysł, głównie charakterystyczny wstęp, jest znakiem rozpoznawczym utworu do tego stopnia, że większość wykonawców nie wyobraża sobie piosenki bez tego elementu. Najlepszym świadectwem są tutaj setki nagrań, wykorzystujących koncepcję aranżacyjną Peggy Lee. Nie oparli się temu najwięksi – Elvis Presley, Michael Buble. Nagranie tego drugiego jest kombinacją wersji sprzed wielu lat, utrzymaniem się w pierwotnej stylistyce, z dodaniem jednak charyzmy wokalisty. Efekt jest jak zwykle interesujący.

W tym klimacie wpisuje się także wielka wokalistka Beyonce. Jej wersja, oparta na szkielecie rytmicznym autorstwa Peggy Lee, jest mimo wszystko inna. W tym nagraniu postawiono na lekkość i zmysłowość. Jest tu sporo drobnych smaczków, które wpływają na ciekawy koloryt tej wersji. I to jest najbardziej imponujące, kiedy wielkie gwiazdy nie poprzestają na wykonaniach poprawnych.

Ciekawe są próby częściowo korzystające ze słynnej stylizacji, jednak wnoszące sporo nowego. Tak dzieje się w przypadku wersji The McCoys – tutaj jest więcej charakterystycznego dla lat 60. rock&rolla,  dzięki temu zabiegowi piosenka brzmi jakby inaczej.

Tymi 3 wykonaniami żegnamy się z koncepcją Peggy Lee, próbując poszukać ciekawych wykonań, wymykających się zakorzenionej w nas stylizacji z 1956 roku. Zaczniemy od  wielkiej postaci światowego popu. Madonna, której celowo nie nazywam artystką ani wokalistką, słynąca z profesjonalnych produkcji, w tym przypadku stawia na taneczny charakter. Jej wersja niczym szczególnym się nie wyróżnia, jednak cały czas jest wierna oryginalnej linii melodycznej. Koncepcja piosenki opiera się na dobrej aranżacji,  zdecydowanie uciekającej od stylizacji, do których się przyzwyczailiśmy.

Bardzo ciekawą wersję nagrywa Usha Uthup. Ta hinduska wokalistka demonstruje całkowitą samodzielność – jej koncepcja piosenki stawia na klimat i tajemnicę. W tym wykonaniu artystka całkowicie odcięła się od tego wszystkiego, z czym kojarzy się nam piosenka. Ta zmiana jest tak widoczna, że w pierwszej chwili możemy potraktować to nagranie jako wariację na temat „Fever”. Zauważamy jednak, że linia melodyczna została wykonana bez żadnej zmiany, więc mamy do czynienia z klasycznym wykonaniem coverowym. I właśnie takie próby, pokazanie samodzielności i duży stopień kreatywności, są dla mnie kwintesencją wykonywania obcego repertuaru.

Na zakończenie  zostawiłem nagranie najnowsze. Wśród wielu remixów (bo tych jest naprawdę sporo) szczególnie wyróżnia się jedno nagranie. To, co zrobił Deneha, to coś więcej niż zwykły remix – tu słychać bardzo dużo nowatorstwa. Sądzę, że takie podejście może podobać się młodym słuchaczom – oparcie piosenki na motorycznym akompaniamencie tworzy swoistą mantrę, w której delikatnie wplecione są głosy wokalistów. Koncepcja tego nagrania to głównie nastrój – spokój, który inspiruje do myślenia, relaks, ale nie bezmyślne nicnierobienie.

To, co w historii tej piosenki jest najważniejsze, to jej drugie życie. Okazuje się, że nagranie zapomnianej dziś artystki sprzed ponad pół wieku, ma wpływa na wielu współczesnych muzyków. Może warto się więc zastanowić, czy część splendoru, który dobierają dziś liczni wykonawcy tej piosenki, nie należy się osobie, która do tej popularności doprowadziła. A na samym końcu powinna jeszcze pojawić refleksja, że nawet jeśli to, co zrobiła Peggy Lee, uzna się za genialne, to przecież w tym wszystkim są jeszcze twórcy piosenki i jej pierwszy wykonawca, współautorzy sukcesu po 50. latach.

Wojciech Wądołowski

marzec, 2016 r.