Hey Joe

„Hey Joe”

Dziś czas na najbardziej znaną piosenkę Jimmiego Hendrixa. Ten utwór z 1960 roku należy do  kanonu światowej muzyki rockowej.

Opowieść  o „Hey Joe” to częste w naszym cyklu pytanie – co jest ważniejsze z punktu widzenia ostatecznego efektu: dobry materiał (kompozycja + tekst), czy raczej wykonawca? W tym przypadku to, co zrobił Hendrix, nie pozostawia złudzeń, że jednak dobre wykonanie może mieć decydujący wpływ na postrzeganie utworu. Wystarczy posłuchać pierwszego zarejestrowanego nagrania zespołu The Leaves, bo dopiero wtedy można docenić zasługi Hendrixa. To właśnie jego interpretacja dała utworowi charakter i nieśmiertelność. I to chyba nie przypadek, że właśnie to wykonanie znajduje się na liście przebojów wszech czasów magazynu Rolling Stone (miejsce 201).

„Hey Joe” to opowieść o facecie, który po zabiciu żony zamierza uciec do Meksyku. Tematyka i forma typowe są dla amerykańskiej ballady lat 60. ubiegłego wieku. Może właśnie dlatego do dziś  utwór jest tematem sporu na temat jego autorstwa. Niektórzy twierdzą, że to tzw. pieśń tradycyjna, podczas gdy inne źródła autorstwo przypisują Dino Valenti. Oficjalnie jednak utwór zarejestrował w 1962 r. Billy Roberts (posądzany o kradzież utworu podczas odbywania kary więzienia przez Valenti).

Hey Joe, where you goin’ with that gun in your hand
Hey Joe, I said where you goin’ with that gun in your hand
I’m goin’ down to shoot my ol’ lady
You know I caught her messin’ ‚round with another man
I’m goin’ down to shoot my ol’ lady
You know I caught her messin’ ‚round with another man
And that ain’t too cool

Hey Joe, I heard you shot your woman down, shot her down, down
Hey Joe, I heard you shot your lady down, shot her down to the ground
Yes, I did it, I shot her
You know I caught her messin’ ‚round, messin round town
Yes I did, I shot her
You know I caught her messin’ ‚round, messin round town
And I gave her the gun
I shot her!
Alright, shoot her one more time again baby
Dig it

Hey Joe, where you gonna run to now, where you gonna run to
Hey Joe, where you gonna run to now, where you, where you gonna go
I’m goin’ way down south, way down to Mexico way, all right
I’m goin’ way down south, way down where I’ll be free
Ain’t no one gonna mess with me there, baby
Ain’t no hang-man gonna
He ain’t gonna put a rope, around me
You better believe it, right now
Hey, Joe, you better run on down…

Krótko po ukazaniu się pierwszego nagrania zaczęły powstawać wersje na nim wzorowane. Stąd propozycje zespołów Love i The Byrd. Dużo ciekawsza jest wersja The Music Machine, w której zastosowano stylistykę ballady, co bardziej uwiarygodniło sens utworu.

Nowe wersje to głównie kopiowanie genialnego Hendrixa. Nic w tym dziwnego, wszak trudno sobie wyobrazić muzyka rockowego, który nie inspirowałby się tym świetnym gitarzystą. I dobrze chyba, że większość adeptów rozpoczyna swoją przygodę z muzyką od tego utworu,  traktując go jako lekcję stylu. Jednak nagrywanie tych wersji, które są jedynie słabymi kopiami, to już zupełnie inna sprawa. Oprócz kilku wspomnianych wykonań zdecydowaną ilość nowych nagrań stanowią inspiracje Hendrixem. Dwiema najsłynniejszymi  i najwięcej wnoszącymi w rozwój muzyki są wersje dwóch ikon końca XX wieku: Deep Purple i Roberta Planta, lidera Led Zeppelin.

Depp Purple postawił na opowiedzenie historii, dodając do niej dużo muzyki. Zresztą oba wykonania wyróżniają się czasem trwania; obie są dwukrotnie dłuższe. Wersja Planta początkowo koncentruje się na dramaturgii tekstu, aby w trakcie rozwijać się i zachwycać ciekawymi pomysłami muzycznymi.

Podobną, rozbudowaną i ciekawą stylistycznie wersję, nagrał Johny Rivers. Tutaj muzyka jest zdecydowanie na pierwszym miejscu. Sam tekst został  potraktowany nieco symbolicznie.

Analizując dziesiątki kolejnych wykonań nagle zauważamy, że to piosenka męska. A właściwie nie sama piosenka, lecz postrzeganie jej przez innych artystów, bo sam utwór jest opowiedziany w trzeciej osobie, więc z punktu widzenia narracji jest uniwersalny. Prawdopodobnie to mocno zakorzenione przekonanie o maskulinizacji piosenki sprawia, że nagrań kobiecych jest bardzo mało. Ale są. I one pokazują zupełnie inne oblicze – prawdopodobnie kobiety mają trochę inną wrażliwość, zwłaszcza jeśli mówi się o dramatycznej miłości. Najlepszym przykładem jest propozycja Patti Smith. Ta amerykańska wokalistka punck rockowa, znana  z feministycznego i intelektualnego punktu widzenia, wykorzystuje tutaj wszystkie swoje doświadczenia, wykonując piosenkę stylowo i przekonująco.

Pozostając przy nagraniach odbiegających dramaturgicznie  od oryginału, warto posłuchać wersji Nash The Slash. Tutaj charakter utworu zmieniony jest kompletnie, jednak taka interpretacja nie może zostać niezauważona.

Jak już ustaliliśmy, „Hey Joe” stanowi  wyzwanie dla artystów głównie pod kątem znalezienia balansu pomiędzy stroną muzyczną i tekstową. Niestety zdecydowana większość wykonawców koncentruje się dużo bardziej na muzyce, co prowadzi do wersji – koszmarów. Na tym tle stosunkowo ciekawie brzmią próby stylistycznego zróżnicowania akompaniamentu. Saker proponuje stylistykę quasi barokową, co w samym zamyśle jest interesujące,  wyjałowił jednak  sens utworu. Świetnie za to poradził sobie Franco Battiato, który dla podkreślenia dramaturgii, ale też piękna utworu wspiera się orkiestrą symfoniczną. I to jest właśnie to!

Zresztą takich eleganckich i stylowych wersji jest dużo więcej. I to cieszy; piosenka jest tak mocno osadzona w naszej świadomości jako standard rockowy, że potrzeba sporej dozy odwagi i wyobraźni, aby pod względem formy zaproponować coś odbiegającego od oryginału. Tak jest w przypadku Gabe Dixon, który nagrał eleganckie i przekonujące wykonanie koncertowe.

Podobnie poradził sobie Seal, którego wersja nie tak może odkrywcza interpretacyjnie, jest jednak bardzo interesująca. Zastosowanie ciekawego akompaniamentu jest prawdopodobnie efektem przemyślanej koncepcji na wykonanie utworu.

Dzisiejsza opowieść miała pokazać, co może zrobić  zdolny muzyk. To opowieść o tym, jak Jimmy Hendrix zmienił  los jednej średnio interesującej piosenki. To także historia o zainspirowaniu wielu znakomitych artystów. Dlatego warto zakończyć nagraniem najbardziej odważnym. Wersja tria Medeski, Martin & Wood to świetna wariacja jazzująca. Takie nagrania pokazują, że dobra muzyka jest zawsze w stanie się obronić, musi mieć tylko dobrego promotora. Takiego jak właśnie Jimmy Hendrix.


 

Wojciech Wądołowski

styczeń, 2015 r.