Pamiętasz

„Pamiętasz, była jesień”

Czy w wieku 55 lat można czuć się dobrze? Można, pod warunkiem, że nie udaje się małolata. Tak jest właśnie z bohaterką tego felietonu – piosenką Pamiętasz, była jesień. Ten utwór ciągle funkcjonuje w naszej pamięci jako klasyk sprzed lat i nawet najnowsze wykonania nie są w stanie tego zmienić.

Pamiętasz, była jesień,
Mały hotel „Pod Różami”, pokój numer osiem,
Staruszek portier z uśmiechem dał nam klucz,
Na schodach niecierpliwie
Całowałeś po kryjomu moje włosy,
Czy więcej złotych liści było wtedy,
Czy twych pieszczot, miły,
Dzisiaj nie wiem już.

Odszedłeś potem nagle, drzwi otwarte,
Liść powiewem wiatru padł mi do nóg,
I wtedy zrozumiałam: to się kończy,
Pożegnania, czas już przekroczyć próg.

Pamiętasz, była jesień,
Pokój numer osiem, korytarza mrok,
Już nigdy nie zapomnę hoteliku „Pod Różami”,
Choć już minął rok.

Kochany, wróć do mnie, ja tęsknię za tobą.
I niech rozstania, kochany, nie dzielą nas już.
Pociągi wstrzymać, niech więcej już listonosz
Złych listów nie przynosi pod hotelik róż.

Piosenka powstała do filmu „Pożegnania” we współpracy Lucjana Kaszyckiego (muzyka) z Andrzejem Czekalskim i Ryszardem Plucińskim (tekst). Pierwszą wykonawczynią tego hitu nieszczęśliwie zakochanych była Sława Przybylska, która zaśpiewała tak przekonująco, że piosenka cały czas jest głównie z nią kojarzona. Co prawda dzisiaj wykonanie oryginalne nie zachwyca tak jak niegdyś (słychać drobne niedoróbki), ale i tak nie ma wątpliwości, że właśnie to wykonanie utrwaliło się w naszej pamięci. W filmie piosenkarce śpiewającej  piosenkę „dała twarz” aktorka Anna Łubieńska.

Nowe wersje to przede wszystkim tzw. wykonania okolicznościowe – koncerty wspomnieniowe, przeróżne gale i imprezy tematyczne. Ta kategoria nie sprzyja sztuce, bo wykonania są zazwyczaj wymuszone, przygotowane na zamówienie i w pośpiechu. W konsekwencji takie wersje często są pozbawione najważniejszego elementu, jakim jest inspiracja artystyczna, czyli motor nagrywania obcego repertuaru. W tych  okolicznościowych produkcjach zdarzają się wersje akceptowalne, ale wszystkie są bardziej kopią oryginału, niż autorską wizją wykonawcy.

Z długiej listy takich właśnie wykonań  warto zająć się jedynie wersją Katarzyny Nosowskiej.  Tu słychać  prawdę i ucieczkę od banalnego tekstu. Okazuje się,  że w ustach tej artystki nawet kiepskie teksty brzmią wiarygodnie. Szkoda, że Nosowska nagrała tylko część utworu, bo zapewne całość brzmiałaby całkiem smacznie.

Dlaczego ta piosenka ma wyjątkowo mało ciekawych nagran? Prawdopodobnie pierwszym straszakiem jest tekst, który wymaga przemyślanej koncepcji i dojrzałej interpretacji. Jakiekolwiek zbliżenie się do wersji Sławy Przybylskiej dzisiaj może jedynie śmieszyć lub wywoływac niesmak. Druga przeszkoda to muzyka – wokalista musi posiadać 2-oktawową skalę głosu, a jego muzykalność powinna być dużo lepsza od przeciętnej. W linii melodycznej piosenki zastosowano kilka niebanalnych zwrotów harmonicznych, które może czysto wykonać tylko wytrawny muzyk.

Na koniec wykonanie prawie wybitne. Anna Maria Jopek, wokalistka od lat wierna własnej stylistyce, nagrywająca z takimi wielkimi muzykami, jak Pat Metheny, nagle sięga właśnie po tę piosenkę. Fakt, że artystka, która ma swój własny bogaty repertuar lub genialne kompozycje wspomnianego gitarzysty, sięga po polski utwór z myszką, może świadczyć tylko o jednym: Anna Maria ma nam coś ważnego do powiedzenia. I tak jest rzeczywiście. Kameralnie, mądrze, muzycznie i niezwykle artystycznie. Fakt, że momentami wokalistkę ponosi w obszary za bardzo wyszukane, raczej nie przystające do zaproponowanej stylistyki – takie udziwnianie na siłę; ale to już kwestia indywidualnego gustu, a nie ogólnie pojętego smaku.

Tak,  to już koniec. Pewnie poczekamy kolejnych 50 lat na co najmniej jedno dobre nagranie. Ale warto poczekać. Naprawdę.

Wojciech Wądołowski

wrzesień, 2013 r.