Fragile

„Fragile”

Dzisiaj kolejne spotkanie ze Stingiem i jego jednym z licznych „przebojów”.  Tę piosenkę, napisaną przez artystę w 1988 roku, trudno nazywać przebojem, bo to określenie jest w tym przypadku nieadekwatne. „Fragile” to piosenka artystyczna, piękna i zapewne głównie dzięki  temu niezwykle popularna.

Duża popularność piosenki przekłada się oczywiście na ogromną ilość nowych wykonań. Tutaj, jak przystało na utwór mocno rozpoznawalny, artyści dzielą się na tych, którzy piosenkę traktują jako wytrych do większej popularności i tych drugich, którzy swoją wizją prowokują do odkrywania nowych kolorytów. Sam materiał wyjściowy, piosenka „Fragile” jest już tak dobry, że jakakolwiek interwencja, poprawianie, upiększanie może doprowadzić do katastrofy. Jest jednak spora grupa artystów, którym udało się zaproponować coś od siebie. Wszystkie dobre próby mają wspólny mianownik – artyści , którzy je zaproponowali, należą do elity wykonawców, najczęściej utożsamiających się ze światem jazzowym lub, co szczególnie ciekawe, klasycznym.

Zaczniemy od wykonania niezwykłego. Esperanza Spalding i Herbie Hancock wykonują piosenkę na koncercie uświetniającym przyznanie Stingowi ważnej amerykańskiej nagrody „Kennedy Center Honors”. To bardzo istotne wyróżnienie dla najbardziej zasłużonych dla kultury amerykańskiej, odpowiednik francuskiej Legii Honorowej, to pokreślenie czym jest dla współczesnej kultury twórczość Stinga. Tym bardziej, że artysta Amerykaninem nie jest.

Idąc drogą nagrań, dokonanych przez wielkich artystów, trafiamy na wersję Steviego Wondera. Co prawda jego propozycja jest stosunkowo mało samodzielna, jednak na tyle przesiąknięta charakterystycznym sposobem śpiewania artysty, że nie sposób jej nie zauważyć. A może właśnie o to chodziło, aby przy zachowaniu stylistyki Stinga dodać elementy charakterystyczne dla Wondera, i w ten sposób otrzymać zupełnie nową jakość tego samego materiału?

Od Wondera mamy blisko do zespołu Take 6, który artysta odkrył na dużą skalę i często z nim występuje. Tutaj ponownie mamy do czynienia z wersją mało inwazyjną. Zespół, który wielokrotnie udowadniał, że znane piosenki potrafi opracować wariacyjnie, tworząc z nich perełki, tym razem ogranicza się do wokalnego, wielogłosowego odczytania utworu. To kolejne potwierdzenie, że prawdziwy artysta wie, kiedy nie wolno kombinować.

Konsekwencją naszej wędrówki po nagraniach artystycznych, jest dojście do wersji Pata Methenego. Ten mistrz gitary pozwolił sobie na totalny odjazd, traktując piosenkę jako punkt wyjścia do czegoś znacznie głębszego, w tradycyjnym własnym stylu. Warto zwrócić uwagę, że ta wyjątkowo długa wersja rozwija się bardzo ostrożnie – najpierw zacytowana jest cała linia melodyczna i tekstowa oryginału (partię wokalną wykonuje Nils Landgren), potem gitarzysta delikatnie improwizuje na tle wyraźnej harmonii piosenki. Po wykonaniu tych podstawowych czynności, pokazaniu szacunku dla Stinga, zaczyna się muzyczna uczta i bardzo dalekie odjechanie od melodii pierwotnej. Nie spodziewam się, że tej wersji będą słuchali przygodni melomani – tutaj bardziej chodzi o pokazanie, w jaki sposób artysta może zainspirować się wartościowym materiałem, a przede wszystkim, co można zrobić, aby tego materiału nie zbeszcześcić.

I w ten sposób, idąc od Stinga przez mistrzów jazzu, dochodzimy do wersji niemalże klasycznej. Duet 2 Cellos, który już w naszym cyklu się pojawiał i niedługo wystąpi ponownie, to dwóch świetnych chorwackich wiolonczelistów. Ich wykonanie, próba artystyczna, jest przekroczeniem granicy między muzyką klastyczną i popularną. To na pewno coś więcej niż zwykły cover.

Po przejściu tej ciekawej ścieżki, pokazującej ewolucyjne podejście do utworu, posłuchamy trzech nagrań wokalistek jazzowych. Każda z nich pokazuje, że zaszufladkowanie jej do tej właśnie kategorii muzycznej jest lekkim nadużyciem. Tutaj ważne jest to, że każda z artystek pokazuje zupełnie inne, bardzo twórcze podejście do tej samej piosenki.

Cassandra Wilson ograniczyła się do nadanie piosence stylistyki bossa nowy. Poza tym niewiele się tutaj zmienia – cały czas obcujemy z klimatyczną, piękną piosenką.

Podobnie jest w następnym przypadku. Stacey Kent, amerykańska wokalistka zdobywająca nagrody w kategorii  jazzu,  wykonuje bardzo nastrojową wersję. Jej pomysł to bardzo oszczędna ścieżka wokalna, bez jakichkolwiek dodatków.  Głównym autorem klimatu ma tutaj być brazylijski kwartet smyczkowy Quator Ebene. Jego piękne wykonanie znakomitej aranżacji w połączeniu ze zmysłową interpretacją wokalistki daje efekt znakomity.

Trzeci przykład to wersja najbardziej określona stylistycznie. Denise Jannah potraktowała piosenkę jak standard jazzowy, jednak trzeba zauważyć jej radość ze śpiewania. Piękne frazowanie, zabawa tempami muzycznymi, improwizacje – to wszystko powoduje, że tego nagrania słucha się z ogromną  przyjemnością.

Fakt, że piosenkę „Fragile” wykonują najwięksi artyści, to prawdopodobnie efekt świadomości wykonawczej. Jeśli zagłębimy się w sens piosenki, to okaże się, że jakiekolwiek upiększanie jej byłoby wysoce niestosowne – „Fragile” powstało w hołdzie Benowi Linderowi, amerykańskiemu cywilowi zamordowanemu w Nikaragui przez organizację terrorystyczną Contras. Pożegnajmy się więc polskim tłumaczeniem tekstu.

Jeśli krew popłynie, gdy ciało i stal staną się jednością
Zastygając w kolorze wieczornego Słońca
Jutrzejszy deszcz zmyje ślady
Ale w naszych umysłach na zawsze pozostanie ślad
Być może ten ostatni akt miał na celu
Obalenie odwiecznego argumentu
Że nic nie rodzi się z przemocy i nic nigdy nie mogłoby
Dla wszystkich tych urodzonych pod gniewną gwiazdą
Abyśmy nie zapomnieli jak krusi jesteśmy

Wciąż i wciąż deszcz będzie padać
Jak łzy z gwiazdy, jak łzy z gwiazdy
Wciąż i wciąż deszcz będzie powtarzać
Jak krusi jesteśmy, jak krusi

Wciąż i wciąż deszcz będzie padać
Jak łzy z gwiazdy, jak łzy z gwiazdy
Wciąż i wciąż deszcz będzie powtarzać
Jak krusi jesteśmy, jak krusi
Jak krusi jesteśmy, jak krusi

Wojciech Wądołowski

październik, 2015 r.