A Song For You

“A Song For You”

Do przyjrzenia się tej piosence skłoniła mnie jej – częsta ostatnio – obecność w telewizji. Niemalże w każdym muzycznym talentshow śmiałkowiektórzy się na nią porywają. A już w programach amerykańskich tych ryzykantów jest na pęczkiDlaczego tych ludzi nazwałem śmiałkami i ryzykantami? Odpowiedź jest prosta: za ten utwór najczęściej biorą się wokaliści, którzy uważają się za bardziej sprawnych technicznie, sądząc, że swoimi warunkami głosowymi powalą publiczność na kolana. I najczęściej, o dziwo, im się to udaje. Co gorsze, na to wokalne kuglarstwo dają się też nabierać jurorzy, którzy powinni co nie co wiedzieć o tej piosence, zwłaszcza w kontekście jej ponad 40-letniej historiiPrzecież sam Elton John nazwał klasyką amerykańską.

No właśnie. Skąd to nagłe zainteresowanie piosenką, która towarzyszy nam już wiele lat, ale dopiero teraz cieszy się ogromną popularnościąUtwór jest w wieku dojrzałym, bo powstał w 1970 r. jako dzieło twórcy piosenek i pianisty Leona Russella. I on też jest jej pierwszym wykonawcą.

Najprawdopodobniej ta piosenka nie zainteresowałaby szerszego grona słuchaczy, gdyby nie kilka istotnych wykonań innych artystów. Swoje długie życie zawdzięcza wersji Andy’ego Williams’a z 1971 r. Właśnie to nagranie spowodowało, że stała się dużo bardziej znana, a w efekcie znalazła się na 82. miejscu listy Billboard Hot 100. Jednak dopiero jedno z kolejnych nagrań, wersja Donny’ego Hathaway’a,  dużo bardziej dojrzałe i „artystyczne”, stało się tzw. benczmarkiem wykonania tej fantastycznej piosenki.

Czas przyjrzeć się wykonaniom innych artystów. I tutaj doszło do rzeczy niezwykłej. Pierwszy raz spotkałem się z klęską urodzaju – wykonań bardzo dobrych było ponad 30!  Co ciekawe, większość tych wykonań jest dziełem artystów z pierwszej ligi światowej, stąd pewnie tak wysoka jakość tych wersji. To było dla mnie niezwykle trudne zadanie, aby wybrać 10 najlepszych, moim  zdaniem, wykonań, bo jak porównać wersję świetną ze znakomitą? Jestem przekonany, że z tych wstępnie wyselekcjonowanych bardzo dobrych wykonań, każdy mógłby ułożyć swoją listę dziesięciu najlepszych. I za każdym razem to zestawienie byłoby interesujące.

Wielu wykonawców śpiewających A Song For You podaje, że to cover utworu Ray’a Charles’a. To prawda, że Ray fantastycznie wykonuje tę piosenkę, ale to tylko jedna z kolejnych wersji.  W tym gronie są jeszcze świetne wykonania Natalie Cole, Nancy Wilson, Whitney Huston i Arethy Franklin. Jednak nie można odmówić sobie przyjemności posłuchania wersji Amy Whinhouse. W tym nagraniu co prawda słychać, że wokalistka nie była chyba w najlepszej formie, ale jej osobowość wykonawcza jest na tyle silna, że zasłania wszystkie niedociągnięcia. Bycie samodzielnym, a jednocześnie interesującym i rozpoznawalnym, to ideał, który osiągają tylko nieliczni artyści.

Wiele nowych wersji tej piosenki posiada jeden wspólny element – charakterystyczny wstęp fortepianowy. O wykonaniu oryginalnym już dawno zapomniano, jeśli utwór pojawia się na antenie, to tylko jako cover, więc raczej nie jest to zasługą pierwszego wykonawcy. Coś jednak musi być w tym, że nawet wielcy odtwórcy piosenki cytują ten właśnie wstęp, nie rezygnując z niego przy kolejnych aranżacjach.

W ostatnich latach pojawiły się 2 nagrania, które ten utwór ponownie wprowadziły na salony. I to salony nie byle jakie, bo fakt, że sam Herbie Hancock nagrywa tę piosenkę, jest już wystarczającą dla niej nobilitacją. Muzyk zaprosił do współpracy Christinę Aquilerę i w efekcie powstał utwór nominowany do nagrody Grammy. O klasie wokalistki świadczy umiejętność zaśpiewania do bardzo trudnego akompaniamentu. Niektóre źródła podają, że to wersja jazzowa, głównie sugerując się obecnością Herbiego. Na pewno trudno zaszufladkować to wykonanie do konkretnego stylu, ale właśnie to jest w tym wykonaniu fascynujące. Później Hancock nagrał tę piosenkę z innymi wokalistkami, ale nie udało się osiągnąć takiego wspaniałego rezultatu jak za pierwszym razem.

Druga współczesna wersja do propozycja Michael’a Buble. Ten wokalista za każdym razem demonstruje mistrzostwo najwyższej klasy, niezależnie czy śpiewa repertuar obcy, czy premierowy. I za każdym razem Buble zamyka usta wszystkim malkontentom, że to gwiazda karaoke, albo sensacja jednego sezonu. Każde zetknięcie się tego wokalisty ze starą piosenką,  to nadanie jej nowego blasku. Na pewno nie jest to zasługa jednej osoby, bo słychać, że ostateczny efekt, to praca zespołowa: koncepcja, aranżacja, wykonanie, promocja. Co by jednak nie powiedzieć, to nawet przy tak dużych komercyjnych przedsięwzięciach, w przypadku niepowodzenia to właśnie artysta stojący na tzw. froncie będzie głównym winowajcą.  

Na tle tych wszystkich poważnych prób interpretacji znajdujemy nagranie, które w swoim charakterze różni się znacząco. Interpretacja zespołu Carpenters może się dziś wydawać lekko kiczowata, ale zdecydowanie taka nie jest! To nagranie pokazuje, że można zaprezentować swoją wizję utworu w zupełnie innej stylistyce. I nawet nie chodzi tu o zmianę formy muzycznej, ale raczej o pokazanie innego rodzaju emocji. Ten zespół opracował piosenkę w stylistyce sobie bliskiej, przez co brzmi bardzo wiarygodnie. Warto też zwrócić uwagę, że śmiałość aranżacyjna (głównie w drugiej części) prowadzi do nadania piosence nowego wyrazu, a jednocześnie nadaje cech rozpoznawalnych dla tego wykonawcy.

Teraz przyjrzyjmy się zupełnie innemu podejściu do piosenki przez dwie wokalistki. Merry Clayton w swojej wersji wyczarowuje zupełnie inny świat. Jej naturalne wykonanie w połączeniu z ascetycznym akompaniamentem, utrzymane jest w stylistyce murzyńskich pieśni bólu. Słyszy się tutaj odwołania do stylistyki wokalnej Janis Joplin.

Jeszcze inna jest wersja Claire Martin. Jej koncepcja to wersja lekka i swingująca. Na przykładzie tych trzech wykonań widać, że każdą piosenkę można zaprezentować po swojemu, a zwłaszcza piosenkę o miłości, czyli tematyce, o której  każdy śpiewa  inaczej.

 

Warto też przyjrzeć się tekstowi, bo dopiero jego analiza daje odpowiedź na pytanie, dlaczego ta piosenka trafia do repertuaru najbardziej  uznanych artystów.

I’ve been so many places in my life and time
I’ve sung a lot of songs, I’ve made some bad rhyme
I’ve acted out my life in stages with ten thousand people watching
But we’re alone now and I’m singing this song for you
I know your image of me is what I hope to be, I’ve treated you unkindly
But girl can’t you see, there’s no one more important to me
So darling can’t you please see through me, ’cause we’re alone now
And I’m singing my song for you, you taught me precious secrets
The truth with holding nothing, you came out in front
And I was hiding, oh, but now I’m so much better,
So if my words don’t come together, listen to the melody
‚Cause my love is in there hiding
I love you in a place where there is no space or time, I love you for my life
You are a friend of mine, and when my life is over
Remember, remember, remember when we were together
And we are alone now, and I was singing this song to you
We were alone, and I was singing, yeah singing
We were alone, and I was singing this song for you
Singing my song, I’m singing my song for you

Autor piosenki zawarł tutaj wątki autobiograficzne, nawiązujące do jego artystycznego, bogatego życia.  Być może właśnie dlatego ten tekst tak przyciąga wielu wspaniałych wykonawców. W tym kontekście tekst A Song For You w ustach debiutującego wokalisty brzmi niewiarygodnie, żeby nie powiedzieć komicznie. Na szczęście, na dowód stosownej interpretacji tego tekstu możemy przytoczyć wiele znakomitych nagrań w wykonaniu pierwszoligowych artystów. Joe Cocker proponuje nieco cięższą wyrazowo wersję, ze zmienionym pulsem. Dzięki temu jego propozycja jest bardzo  konkretna i męska, a przy tym autentyczna.

Na zakończenie zostawiłem nagranie najnowocześniejsze, co nie musi znaczyć, że najnowsze. Nagranie z 2008 r. amerykańskiego rapera Bizzy Bone to dowód  na artystyczną kreację. Ten facet przypominana innym artystom, że jeśli dziś gra się utwory sprzed epoki telefonów komórkowych, to raczej nie po to, by stworzyć nowy zabytek ze sztucznymi zmarszczkami i siwymi włosami. Ta wersja, mimo że odbiegająca znacznie od oryginału, jest przekonująca i prawdziwa. I w takiej wersji nawet zacytowanie partii fortepianu z nagrania oryginalnego jest uzasadnione. To nagranie powstało jako remix, a podstawowym tworzywem była wersja Hathaway’a, o której mówiłem na początku.

I to już koniec na dzisiaj. Na przykładzie tych wspaniałych wykonań mogliśmy zaobserwować trzy istotne zależności. Po pierwsze – jak wiele zależy od kreacji artysty, jego wizji i determinacji. Po drugie – pokora to bezpiecznik dla wszystkich, których ambicją jest wyjście poza schemat karaoke. I po trzecie – zanim zaczniemy śpiewać jakiś cover, warto poznać jego historię, bo może się okazać, że czasami lepiej czegoś nie dotykać, niż się kompromitować nieudolną próbą kopiowania.

 

Wojciech Wądołowski

Grudzień, 2012